BSM publikuje kwartalnik "Idźcie", gdzie przedstawiane są bieżące zagadnienia dotyczące pracy misyjnej polskich misjonarzy. czytaj więcej
Artykuły - Artykuły o tłumaczeniu Biblii - Trudne pytania w procesie tłumaczenia
Trudne pytania w
procesie tłumaczenia
Dowolne tłumaczenie nie jest procesem łatwym, tym bardziej tłumaczenie Słowa Bożego. Próba przetłumaczenia tekstu napisanego 2000 lat temu w greko-rzymskiej kulturze, na jakikolwiek współczesny język, jest wyzwaniem. Tym bardziej tłumaczenie dla syberyjskich szamanistów, żyjących w 21 wieku. Dlatego chciałbym opisać wam niektóre z problemów, na jakie natykamy się tłumacząc Nowy Testament na język chakaski. Problemy bywają różnorodne. Jest grupa związana czysto z językiem, np. brakiem pewnych pojęć, czy trudnościami z gramatycznymi konstrukcjami języka. Bywają problemy kulturowe, gdzie pewne pojęcia, obrzędy opisywane w Biblii nie mają odpowiednika w kulturze chakaskiej; bądź podobne obrzędy mają zupełnie inne znaczenie. Są problemy natury "politycznej", związane z przyjęciem tłumaczenia przez czytelników. Dopóki człowiek się z nimi nie zetknie, nie jest w stanie wyobrazić sobie różnorodności pytań, na które może natknąć się przy tłumaczeniu. Te pytania, które wam opiszę są tylko małym wycinkiem całości, ale mam nadzieję, że przybliżą wam częściowo charakter naszej pracy.
1. Kwestia bałwanów.
Pewnie pomyśleliście sobie,
że Syberia to oczywiście śnieg i bałwany. Ale jakie to ma odniesienie do Biblii?
No cóż, oczywiście nie chodzi o bałwany ze śniegu, ale o bałwany biblijne, czyli
starożytne bożki. Jak się pewnie domyślacie, w szamaniźmie nie ma większych
problemów ze znalezieniem ładnego słowa dla "bałwana". Chakaskie słowo bardzo
bliskie temu pojęciu to "obaa", czyli kamienie, o często specyficznych np.
antropomorficznych kształtach, posiadające specjalne lecznicze lub inne
właściwości, którym składa się ofiary i oddaje cześć. Nie jest to dokładnie to
samo co biblijny "bałwan", ale bardzo blisko. Nie ma, więc problemu z brakiem
słowa, czy brakiem kulturowego odpowiednika. Natomiast pojawia się problem
zupełnie innej natury. Nasza tłumaczka, choć sama początkowo zaproponowała to
słowo, po pewnym czasie zaczęła twierdzić, że trzeba je zmienić na coś bardziej
ogólnego np. "nieprawdziwy bóg" lub coś podobnego. Okazało się, że problemem
jest coraz bardziej powszechna na całym świecie kwestia "poprawności
politycznej". Jak na razie wśród Chakasów jest stosunkowo niewielu chrześcijan,
z tego powodu nasze tłumaczenie będzie czytane przez wielu ludzi wyznających
szamanizm. Obawą naszej tłumaczki było to, że natknąwszy się na słowo "obaa"
poczują się dotknięci tym, że Biblia ich obrzędy określa dosyć jednoznacznie.
Nasza tłumaczka jest kobietą bardzo oddaną Biblii, chętnie zmusiłaby każdego
Chakasa do obowiązkowej lektury. Chwała Panu Bogu za nią!
Dlatego właśnie
nie chcąc, aby obrażony czytelnik porzucił lekturę zaproponowała pewne
"politycznie poprawne" zmiany. Powstało, więc ciekawe pytanie: czy chcemy, aby
ludzie czytając Biblię czuli się dobrze i dowiedzieli się czegoś o Bogu, czy też
chcemy, aby nasza Biblia była jak "nóż w ich serca", który może rzucić wyzwanie
ich dotychczasowemu myśleniu, ale również może odrzucić ich od lektury na zawsze
lub na bardzo długo. Wbrew pozorom nie jest to łatwe pytanie. Zastanawialiśmy
się nad intencjami autorów, którzy pisali o bałwanach. Czy chcieli obrażać, czy
też oczekiwali jakiejś reakcji na swoje słowa, czasami może nawet gwałtownej,
jak tej opisanej w Dziejach Apostolskich 19: 23-40?
Inną metamorfozą tego
problemu są sytuacje, gdy miejscowe kościoły przywykłe do już istniejącego
tłumaczenia (rosyjskiego, z 1812 roku) oczekują, że nowe tłumaczenie będzie
powtarzać dokładnie pewne wersety, na których dany kościół opiera jakieś swoje
indywidualne nauczanie. Nie ma problemu, jeżeli dany werset jest dobrze
przetłumaczony. Niestety, bywa, że dany fragment jest przetłumaczony źle i w
oparciu o niewłaściwe tłumaczenie powstała jakaś doktryna, do której kościół
przywykł i oczekuje, aby ten fragment był dokładnie tak przetłumaczony. Dla
tłumacza powstaje wtedy pytanie, stracić swoich czytelników, czy być wiernym
oryginalnemu tekstowi?
Często podobne "społeczno-polityczne" kwestie są dużo
trudniejsze niż problemy czysto językowe.
2. Kwestia sumienia
Jak wspominałem, inną grupę
problemów stanowią pojęcia, których brakuje w języku, na który tłumaczymy, a
istnieją one w oryginale. Tłumacząc listy apostoła Pawła do Koryntian w
rozdziale 8 natknęliśmy się na piękne słowo "sumienie". Okazało się, że w języku
chakaskim słowo takie nie istnieje. (Przy okazji, więc rozpisuję konkurs na
definicję pojęcia "sumienie"). Aby coś przetłumaczyć, zwykle trzeba to samemu
zrozumieć. Więc, aby przetłumaczyć jakoś inaczej pojęcie "sumienie" musimy
najpierw określić, co to jest. Podzielę się z wami swoimi rozważaniami na ten
temat, choć mam świadomość, że ktoś może mieć odmienne zdanie i odsądzić mnie
"od czci i wiary".
Sumienie to jakieś miejsce w człowieku odpowiedzialne za
osądy, ale w sensie wydawanych przez nie emocjonalnych odczuć na temat naszego
postępowania. Jeżeli coś robimy, to nasze sumienie to osądza i albo nas oskarża,
jeżeli robimy źle, albo daje swoją zgodę, czyli "robimy coś zgodnie z naszym
sumieniem". Sumienie może nas "gryźć", a my możemy je wtedy "zagłuszyć" lub
"zakrzyczeć". Bywają ludzie "pozbawieni sumienia", czyli tacy, którzy
czegokolwiek by nie zrobili, to nic ich nie "gryzie". Wydaje się, że sumienie
jest zjawiskiem powszechnym, bo jak na razie we wszystkich językach, które znam
(czyli, polskim, angielskim, rosyjskim, greckim) podobny termin występuje.
Wniosek z tego jest taki: albo Chakasowie tak skutecznie zagłuszyli swoje
sumienia, że nawet samo pojęcie uciekło z ich języka, albo jakaś inna część ich
"jestestwa" ma podobne funkcje. Tak więc, aby przetłumaczyć wersety z listu do
Koryntian, musimy zidentyfikować odpowiednik europejskiego sumienia w azjatyckim
narodzie. Pierwszym "podejrzanym" było serce, no oczywiście nie w sensie
anatomicznym, ale przenośnym, jako ośrodek odczuć człowieka. Wydawało się to
dobrym wyjściem z sytuacji. Niestety, w procesie testowania z czytelnikami,
"serce" okazało się niewystarczającym słowem. Kwestię serca omówię bardziej
szczegółowo w następnej części. Nikomu z czytelników, serce nie kojarzyło się z
organem zdolnym do wydawania sądów. Ostatecznie zatrzymaliśmy się na "myślach".
Myśli mogą osądzać, mogą nie dawać spokoju, można je "zdusić". W tej sytuacji
tłumaczenie wersetu z Koryntian wygląda tak: (polski) "... sumienie ich z natury
słabe kala się", (chakaski) "... im trudno odróżnić co jest dobre a co złe,
dlatego ich myśli się niszczą".
3. Kwestia wątroby
Czy wątroba może być
sumieniem? Nie, ale wątroba z powodzeniem może kochać. Wracamy więc do "serca".
W naszym europejskim pojęciu organem odpowiedzialnym za uczucia jest właśnie
serce. Nie tak sprawa się ma w innych językach. W języku chakaskim, wątroba jest
siedliskiem dobrych uczuć. Specjalny przymiotnik oznaczający "dobry, kochający,
dobrze odnoszący się w stosunku do innych" pochodzi od słowa "wątroba" i jeżeli
bawić się w dosłowne tłumaczenie to po chakasku człowiek dobry i kochający to
jest "człowiek wątrobiany". "Wątrobowość" jest w naszym tłumaczeniu
odpowiednikiem słowa "łaska". Prawda, że ładnie? Serce w języku chakaskim jest
bardziej związane z postępowaniem człowieka niż z uczuciami. Człowiek może być
"o miękkim sercu" lub "z czystym sercem". Człowiek o miękkim sercu to człowiek
dobrze postępujący z innymi ludźmi (nie tak jak u nas człowiek, którego łatwo
przekonać, któremu trudno jest karać, co związane jest bardziej z pewną
niezdolnością do podejmowania trudnych decyzji). Natomiast człowiek "z czystym
sercem" jest, jak się okazało najlepszym tłumaczeniem słowa "sprawiedliwy",
którego też w języku chakaskim nie ma. Na początku, z braku słowa
"sprawiedliwy", używaliśmy frazy: "człowiek lubiący to, co prawidłowe", ale w
efekcie wszyscy mówili nam, że jest to wyrażenie jak z instrukcji obsługi
jakiegoś urządzenia. Na szczęście udało nam się odnaleźć wspomniane już
wyrażenie "człowiek o czystym sercu" i "umiłowanie tego, co prawidłowe" zostało
już tylko jako tłumaczenie "sprawiedliwości" w ogólnym sensie.
Przy okazji
chciałbym też wspomnieć o pewnych związkach zachodzących między tłumaczeniem
słów związanych z uczuciami, a ich właściwym w danej kulturze sposobem
wyrażania. Brzmi to bardzo zagmatwanie, ale zaraz wyjaśnię, o co mi chodzi.
Niedawno mieliśmy ciekawą dyskusję nad słownikowym znaczeniem słowa "gniew".
Jedno z chakaskich słów oznaczających "gniew" jednocześnie znaczy "zasmucenie",
"przeżywanie". W procesie testowania pewnego tekstu czytelnicy tłumacząc dane
pojęcie tłumaczyli je jako "gniew", to znów jako "smutek-przeżywanie".
Podejrzewając jakiś problem zaczęliśmy wyjaśniać, o co chodzi, bo przecież dla
nas "gniew" to nie "smutek-przeżywanie". Okazało się, że po raz kolejny w grę
wchodzi kultura. Dla nas gniew to złość, tupanie nogami, dość agresywne
wylewanie swoich uczuć. Natomiast dla Chakasów, którzy bardziej należą do
kultury spokojnego Wschodu, takie okazywanie gniewu jest niewłaściwe. Gniew
trzeba tłumić wewnątrz siebie, nie okazywać go na zewnątrz, dlatego też w ich
pojęciu jest to bardziej uczucie związane z wewnętrznym przeżywaniem i smutkiem,
niż z typowym europejskim "wybuchem". Wszystkie takie kwestie prędzej, czy
później "wychodzą" w procesie tłumaczenia.
4. Kwestia obrzezania
Jeszcze jedno zagadnienie
dotyczące obrzędu, który nie jest znany w kulturze Chakasów. Dla nas kultura
żydowska dzięki Biblii, czy też przez fakt, że w Polsce mieszkało wielu Żydów,
jest mniej lub więcej znajoma. Obrzezanie zaś jest częścią tej kultury. Co
zrobić, jeżeli w języku, na który tłumaczymy nie ma ani słowa oznaczającego
obrzezanie, ani prawiel nikt nie ma tzw. "zielonego pojęcia" czym samo
obrzezanie jest? Moja ograniczona znajomość języka greckiego mówi mi, że polskie
słowo "obrzezanie" jest dosłownym tłumaczeniem greckiego "peritome", czyli
"peri" - dookoła i "tome" czyli "ostry" lub "odcinać", krótko mówiąc
"obrzezanie". Idąc podobnym tokiem rozumowania po chakasku tłumaczyliśmy
czasownikiem "odciąć". Ponieważ jednak "wokoło" po chakasku nijak by się nie
udało, nasz ówczesny tłumacz dodawał przedrostek "z przodu". Nie wiem jak polscy
czytelnicy przed wiekami reagowali na słowo "obrzezanie", ale nasz termin
wzbudzał szczególne zainteresowanie co do tego, "komu odciąć" i "co odciąć".Tu
fantazja naszych czytelników zaczynała naprawdę pracować. Wam czytającym może
wydać się to co najmniej nieprzyzwoitym lub śmiesznym, ale dla nas jako tłumaczy
był to bardzo realny problem. W niektórych miejscach można było od tego terminu
uciec tłumacząc po prostu "znak przymierza", ale były miejsca gdzie trzeba było
użyć akurat takiego słowa. Tak więc, wzięliśmy się na sposób i znaleźliśmy
tureckie słowo na obrzezanie (chakaski należy do tej samej grupy językowej, a
Turcy jako muzułmanie praktykują obrzezanie) i użyliśmy go w tych właśnie
miejscach. Co prawda samo słowo nic nikomu nie mówi, ale i nie daje miejsca
fantazji, a jednocześnie odsyła ludzi do słownika, który w sposób jak
najbardziej przyzwoity objaśnia naturę tego obrzędu.
Takiego rodzaju problemy spotyka na swojej drodze tłumacz
Nowego Testamentu. Oczywiście jest to tylko niewielki wycinek z wielu kwestii,
które wymagają rozwiązania w procesie tłumaczenia. Dlatego nieodzowna dla
tłumacza jest chęć poszukiwania odpowiedzi na trudne pytania i mądrość dla ich
znalezienia. Mam nadzieję, że ten niewielki opis naszej pracy troszeczkę
przybliżył wam charakter tego, czym się zajmujemy.
Michał Domagała

Przedstawiamy krótkie filmy video, pokazujące życie ludzi, do których chcemy dotrzeć ze Słowem Bożym, edukacją czy różną formą pomocy.
BSM wydało kilka pozycji o tematyce misyjnej. 